*la vie ce n'est pas bonbon rouge
Dodaj link do tego mBloga do serwisu Startowy.comDodaj kanał RSS do serwisu Startowy.comRSS
mblog.pl



D

 
eterycznie doskonała
samozwańcza muza
meża mi skonała
daria,kasia,zuza


2012-01-07 | 13:11:29 | {eS}
skomentuj 0

cage

blask generowanego z wtyczki słońca
raz rozwiany wiatr porządnie
starczy
by dłonie palić nad ogniem
szabatowej świeczki


2012-01-07 | 13:08:26 | {eS}
skomentuj 0

u


zapakuj
na wynos
i owiń się
w folię
rozbiorę się
cała
zostawię
kolię

apetyt tyci
byliśmy syci

2011-11-28 | 18:12:44 | {eS}
skomentuj 0

pasza

sznurując kozaki
wyszedł wniosek taki
skóra moknie od deszczu
kobieta od dreszczu

2011-10-13 | 20:30:36 | {eS}
skomentuj 0

paszkwil 2

zdarzyła mi się z ranka
cudza kochanka
zaczepiłam ją szalem
odeszła z żalem
odstawiając ziółka..
-mego męża
przyjaciółka.
2011-10-13 | 20:29:14 | {eS}
skomentuj 3

Mary

Kiedy weszła do mieszkania On leżał na łóżku i spał jak dziecko. Głowa bezwładnie ciążyła mu ku ramieniu, piersi rytmicznie zabierały powietrze. Niemy księżyc wyzierał zza okratowanego okna, pod jej stopami skrzypiała podłoga. Chwila zdawała się być sennym, bezwonnym fragmentem nieciekawego życiorysu. Odczuwała ból, który cisnął się na powierzchnię oczu chcąc wytrysnąć z całą swoją mocą.  Martwa, skostniała twarz pokrywała płomienie żalu i rozczarowania. Mimo że jej ciało drżało, starała się stać wyprostowana, z rękoma przyciśniętymi do tułowia. Wydawałoby się, że nawet najmniejszy podmuch wiatru strąciłby ją  jak szachowego pionka. Z pokoju dobiegało głośne, sygnalizujące głęboki sen pochrapywanie. Leżał tam, na wpół otulony białą, wymiętą już pościelą i śnił. A śniła mu się Ona. Jak pewnego dnia pojawia się, ostrożnie stąpając po drewnianej podłodze. Jak przygląda się Jego śpiącej, ledwo dyszącej postaci i nie tracąc chwili wślizguje się pod kołdrę. Zachłannymi ustami szuka Jego oczu i otula dłońmi  twarz. Ciało oddaje ciepło ciału, chrapanie ustaje. Cichutki szept rozbudza go ostatecznie, a umysł jakby jeszcze niegotowy nie rozpoznaje słów.

-Odchodzę.

-Nie spałem.

-Bezsenność?

-Miłość.


2011-05-16 | 22:55:55 | {eS}
skomentuj 0

II II II II II

 

-jak to się skończy?

-ktoś musi skoczyć.


2011-05-06 | 22:23:07 | {eS}
skomentuj 0

mi

Na migi
oddaję Ci
całą siebie.
Perswaduję
dłońmi
tnąc przestrzeń
-bierz
w cichości.
Skryj
powieki
w mych
włosach.
-dotknij
łuku
biodra
oniemiej
-przetocz się
na drugi
brzeg
niewyspania
2010-12-19 | 22:11:19 | {eS}
skomentuj 1

krz

więc przewlekam te smutki
w śnieżny dywan nagości
i kruszy się chwila
sennego świtania
i nigdy już w tym wrzątku
nie wypiję radości
minęła statecznie
pora kochania

daleko sobie
obcymi rękami
łapię się chmurnej
krawędzi natchnienia
i czeluść objęcia
gubi lękami
i usta mi pierzchną
z niewymówienia


2010-12-11 | 14:45:29 | {eS}
skomentuj 2

enie

ciemięży baranek
w otchłanność
pomdlewa

głowa mnie
ćmi
ciążeni
zbolewa

odeszłość pomnienie
w duszności
rajestwo

jeno ostałoś
tylko
-
kurestwo

 


2010-11-04 | 17:20:13 | {eS}
skomentuj 1

ks

co się stało że wicher spętał ciało moje
srogi
że obok prawej inne pojawiają się
drogi
co się stało z wolnośćią co pianę z ust
toczy
i pocałunkiem zamykała znużone nią
oczy
co się stało że oddech nie wtóruje
duszy
że serce łapie wilgoć i jak ciasto
kruszy
co się stało z nadzieją co jak łuk nas
napina
a teraz nie brzmi wcale jak po łacinie
wagina
2010-10-11 | 20:07:51 | {eS}
skomentuj 1

ts

nabrzmiłam ciało
ciężarem jesieni
chwila poza nami
liściem się rumieni
i gdyby nie to wszystko
co mi się przydarza
byłabym pożółkłą
kartką z kalendarza
2010-10-11 | 20:02:00 | {eS}
skomentuj 0

**

nie pamiętam już wiele z tamtego spotkania
przewinęłam taśmę, poucinałam łkania
porozrzucałam słowa mieniące się w księżycu
pozacierałam ślady maleńkich łez na licu

pozostawiłam tylko zimnej czekolady smak
i nas leżących nagich obok siebie na wznak
pamiętać pragnę twoich miękkich włosów loki
 niedoczekany wschód słońca i różowe obłoki

swym wspomnieniem mnie zasmucasz
i rzucasz prosto w twarz;
-chciałaś kochać głupio
no to teraz: masz!

 


2010-09-05 | 20:03:05 | {eS}
skomentuj 4

StwierdzaM

toporem tę twardą
oświetloną miesiąca blaskiem
spowitą mgieł firaną
otoczoną brzeźnym laskiem
toporem ją paszczy
pozbawim jak lwa
zdobyta być musi
człek chce, a Bóg da
2010-09-04 | 19:48:07 | {eS}
skomentuj 0

12

Nie ma jej. Nie pojawiła się. Nie przeszła progu, ani samej siebie. Nie zrzuciała nonszalancko płaszcza, nie omiotła spojrzeniem sali. Przezroczysta jak duch, niepełna i niecałkowita włóczyła się zadymionymi alejami miasta. A deszcz nieprzerwanie pada jak padał. Leje się na moje nagie ciało i wypełnia usta. Odruchowo rozbijam rękami powstałą taflę i staram się nie utonąć. Gdy nadchodzi wieczór blask świateł rozpędzonego świata wiruje po nierównych ścianach pomieszczenia. Zdaje się, że cała zawartość brzucha jakiegoś morskiego potwora byłaby lepszym sąsiedztwem niż leżący obok pan Spark. Nigdy nie widziałem tak lodowatego mężczyzny. Widok jego niewzruszonej, pełnej pogardy dla życia twarzy wstrząsał mną jak wieść o nadchodzącym churaganie. Drobnej postury człowiek, na oko po 70-ce, z szarymi, mocnymi dłońmi o krótkich palcach. Jego łóżko stykało się z kamienną powierzchnią parapetu. Miejsce chyba szczególnie mu nie odpowiadało, bowiem każdego ranka narzekał na uderzające w okno gałęzie kasztanowca. Siostry obskakiwały go jak kelnerki w barze ze striptizem, jednak nigdy na jego pooranej bliznami czasu gębie nie zawitał uśmiech.Właściwie nie spodziewałem się egzaltowanych salw śmiechu, ale liczyłem na choćby maleńki skurcz mięśni wokół ust. Jego postać, a właściwie samo gapienie się na nikczemną i nędzną kondycję tego starca nieco poprawiało mi humor.Patrzyłem w okna. Długo i w spokoju śledziłem ruchy maleńkich listków targanych wiatrem. Nakreślałem w głowie trasy po których z wielką siłą przemieszczały się gałęzie a nawet całe korony drzew. Wyobraziłem sobie, gdzie zawędrowała Moja Droga. Jak się prowadzi, czy prostuje plecy i płytko oddycha. A jednak nie było jej. Nie mokła razem ze mną, nie siedziała na skraju łóżka, nie przyniosła podwiędłych kwiatów. Gdyby nie ból jaki wyrywał mnie z odrętwienia zdawałoby się, że śnię. Każdy ruch przychodził z trudem porównywalnym do trudu przyjścia na świat. Zdrętwiałe nogi prowadziły ciągle w tył i w głąb. Nie miałem dość sił, by zewrzeć materię korpusu i z całą mocą ruszyć nią do przodu. Mijały dni; deszczowe i pogłębiające nonsens bytowania w tym cholernym punkcie zero. Zabawne, że start na odwrocie ma metę. Jesteśmy skazani na ruch po okręgu. Zamkniętym oczywiście.Niejednokrotnie siedząc w szpitalnym korytarzu obserwowałem wyścigi facetów na wózkach. Na odcinku między salą a stołówką, w wąskim kafelkowanym tunelu, zbierało się popołudniami tyle adrenaliny, że wystarczyłoby na powrót zza światów co najmniej kilku denatów. Jeśli chodzi o mnie nigdy nie lubiłem zawodów. Żadna wygrana czy przegrana nie miała dla mnie większego znaczenia. Jedyną porażką, jaka ciągle powracała do mnie jak fala był zawód miłosny. Słowa kalibru kocham i pragnę starły się jak buty tancerki flamenco. Poranki też nie należały do najprzyjemniejszych. Dźwięk chodaków siostry i głośne: -kupa była?-temperatura jest?-skutecznie odbierały przyjemność bycia pacjentem. A co jeśli bym temperatury ciała wcale nie posiadał, a zamiast wypróżnień wydalałbym bańki mydlane? I jak to do cholery miałoby się do nałogu tytoniowego?! Pewnego dnia do Sparka przyszedł gość. Smukły, opalony młodzieniec o delikatnej twarzy i błękitnych oczach. Nie uwierzyłbym genealogii, gdyby nie zwrócił się do starca „tato”.. W tej chwili poznałem zasadność wszelkich pragnień seksualnych kobiety. Ów Patryk, bo tak chłopak miał na imię, zrodził we mnie wrażenie, że patrzę na boga. Jego skóra zgrabnie przyjmowała załamania światła, koszula podkreślała doskonałość ciała. Wiedziałem, że jego wydatne wargi są początkiem najpiękniejszych sylab i zapewne też bramą do krainy rozkoszy. Gdyby nie ucisk w moich szerokich jak żagiel ramionach zapomniałbym, że jestem mężczyzną. Teraz byłem bezwładną kukłą, a moją jedyną rozrywką stało się nurzanie we własnej podświadomości. Nigdy nie wracałem myślą do czasów dzieciństwa. I nie z powodu rodziców czy krewnych, ponurych obrazów lub koszmarów sennych. Lata kiedy byłem dzieciakiem to po prostu kondensacja radości, naiwności i niewiedzy. Chętniej wspominałem chwile wielkiego żalu, trwogi i nieustających tez na temat sensu pojedania się ze światem.W czwartek wpadła do mnie Christal. Nie pragnąłem jej, nie chciałem, a ona mimo wszystko przyszła.Wesoła buntowniczka, zawsze miała odpowiedź na krępujące mój krąg znajomych pytania. Odkąd pamiętam uchodziły jej na sucho te wszystkie podłe zagrania, które zazdrosna kobieta może zafundować drugiej kobiecie. Bywało, że upijała się do nieprzytomności i bredziła coś o meksykańskich chłopcach. Ale teraz przyszła do mnie i z całą stanowczością przyznam, że nie wiem, kiedy ostatnio tak dobrze mi się z kimś rozmawiało.
2010-09-01 | 21:13:41 | {eS}
skomentuj 0

Do ***

i gdy umarłych przyszło
już zwiedzić mi krainę
gałąź nachyliłam
opętliłam szyję

i gdy już swe ciało
oddaję czeluści
jak się gałąź nie napnie
lina nie puści!

z rumorem padam
zimno na łonie
cisza wokoło
ziemia mnie chłonie

nad głową niebo
rany palące
serce półżywe
nogi bolące

piekło jest we mnie
piekło mam w duszy
przegrałam życie
wpadłam po uszy

choć sina ma szyja
sine me usta
waleczność serca
nie może ustać

wstrzymuję oddech
by odebrać tlen ciału
umierać ciuchutko
spokojnie,pomału

nagle zjawia się On
z hiszpańskiego kurz
szepczę do niego
-nie mogę już


2010-08-05 | 15:21:14 | {eS}
skomentuj 1

28

                                                    

Brukowany fragment drogi, ściemnia się, cienie odstępują od postaci.

 

MAŁGORZATA  Mistrzu, czemu skrywasz twarz we dłoniach?           

  Idź, doimaj pióra, ocknij się! MISTRZ  Milczy, jego ciało drży, słychać tylko oddech.MAŁGORZATA  Popatrz, rozsypały się wszystkie kartki. MISTRZ  Unosi ciężko głowę, rozchyla dłonie.MAŁGORZATA  Mistrzu, skąd ten rumień na twej twarzy; jakby pożar. MISTRZ  Zwróć oczy na świecę Małgorzato. Dogasa.

MAŁGORZATA  Patrzy szerokim łukiem, gładzi włosy wilgotnymi rękami. MISTRZ  Po cichu stąpaj wokoło mej głowy, gdy upadnę. Małgorzato nie lękaj się huku. Kamienie głucho przyjmą ciało.

MAŁGORZATA  Mistrzu Nie zostawiaj mnie na tym świecie samej. Wzywam cię, wyjdź z rozpaczy!

MISTRZ  Chwieje się na nogach, jego białą szatę szarpie podmuch. Płomień ustał.Huk 

Brukowany fragment drogi, ciemność, łkanie.


2010-06-24 | 13:07:52 | {eS}
skomentuj 2

sz

pobladło jerusalem
zmęczone
ognia czerwienią

mury samotnie
sterczą
w słońcu się
rumienią

pobladło jerusalem
trawione
oręża mocą

mury samotnie
sterczą
tracąc kształty
nocą

pobladło jerusalem
wichrem
kołysane


mury samotnie
sterczą
lecz ku chwale
amen

 


2010-06-23 | 15:42:56 | {eS}
skomentuj 1

asd

właściwie

nie wiem co to pisanie
i jak pisze się z radości
jak powstrzymać łzy
i zahamować mdłości
 
właściwie

nie wiem jak się pisze
gdy żaden ból nie łamie
i gdy po przyjacielsku chociaż
ktoś łapie mnie za ramię

właściwie

nie wiem kto ma pisać
i jaką przyjąć pozę
gdy do sieni rozpaczy
za każdym razem wchodzę

właściwie

nie wiem po co pisać
i ile upłynąć musi lat
by w rozkoszy i dumnie.
wykrzyczeć;szach mat

 


2010-06-09 | 19:41:32 | {eS}
skomentuj 17

prima

z tego bólu wyszła kula
różnobarwna i kwiatowa
z tego bólu wyszła kula
różnocieplna diamentowa

oto Miły pieśni
sporu gwiazdy i ksieżyca
oto cichy śpiew niewieści
purpurowe lica

tako Miły głucho
między gwiazdą a księżycem
tako pieśń przez ucho
ścięta jest nożycem

jakież Miły uniesienie
gwiazdy białej i ksieżyca
słówek mętne jest nasienie
które wije pajęczyca

i dramacik mały
jako pieśń bez słowa karze
wchodzić muszą interwały
by nadać sensu marze

 

 

 

 


2010-06-07 | 21:36:04 | {eS}
skomentuj 1








Sponsor by blog.pl
Photo from zefa.pl
Design by Żeżu