|
księga
go¶ci
2011 2010 2009 2008 2007 2006 |
![]() D 2012-01-07 | 13:11:29 | {eS} skomentuj 0 cage blask generowanego z wtyczki słońca 2012-01-07 | 13:08:26 | {eS} skomentuj 0 u zapakuj na wynos i owiń się w folię rozbiorę się cała zostawię kolię apetyt tyci byliśmy syci 2011-11-28 | 18:12:44 | {eS} skomentuj 0 pasza sznurując kozaki wyszedł wniosek taki skóra moknie od deszczu kobieta od dreszczu 2011-10-13 | 20:30:36 | {eS} skomentuj 0 paszkwil 2 zdarzyła mi się z ranka cudza kochanka zaczepiłam ją szalem odeszła z żalem odstawiając ziółka.. -mego męża przyjaciółka. 2011-10-13 | 20:29:14 | {eS} skomentuj 3 Mary Kiedy weszła do mieszkania On leżał na łóżku i spał jak dziecko. Głowa bezwładnie ciążyła mu ku ramieniu, piersi rytmicznie zabierały powietrze. Niemy księżyc wyzierał zza okratowanego okna, pod jej stopami skrzypiała podłoga. Chwila zdawała się być sennym, bezwonnym fragmentem nieciekawego życiorysu. Odczuwała ból, który cisnął się na powierzchnię oczu chcąc wytrysnąć z całą swoją mocą. Martwa, skostniała twarz pokrywała płomienie żalu i rozczarowania. Mimo że jej ciało drżało, starała się stać wyprostowana, z rękoma przyciśniętymi do tułowia. Wydawałoby się, że nawet najmniejszy podmuch wiatru strąciłby ją jak szachowego pionka. Z pokoju dobiegało głośne, sygnalizujące głęboki sen pochrapywanie. Leżał tam, na wpół otulony białą, wymiętą już pościelą i śnił. A śniła mu się Ona. Jak pewnego dnia pojawia się, ostrożnie stąpając po drewnianej podłodze. Jak przygląda się Jego śpiącej, ledwo dyszącej postaci i nie tracąc chwili wślizguje się pod kołdrę. Zachłannymi ustami szuka Jego oczu i otula dłońmi twarz. Ciało oddaje ciepło ciału, chrapanie ustaje. Cichutki szept rozbudza go ostatecznie, a umysł jakby jeszcze niegotowy nie rozpoznaje słów. -Odchodzę. -Nie spałem. -Bezsenność? -Miłość. 2011-05-16 | 22:55:55 | {eS} skomentuj 0 II II II II II
-jak to się skończy? -ktoś musi skoczyć. 2011-05-06 | 22:23:07 | {eS} skomentuj 0 mi Na migi oddaję Ci całą siebie. Perswaduję dłońmi tnąc przestrzeń -bierz w cichości. Skryj powieki w mych włosach. -dotknij łuku biodra oniemiej -przetocz się na drugi brzeg niewyspania 2010-12-19 | 22:11:19 | {eS} skomentuj 1 krz więc przewlekam te smutki daleko sobie 2010-12-11 | 14:45:29 | {eS} skomentuj 2 enie ciemięży baranek głowa mnie odeszłość pomnienie jeno ostałoś
2010-11-04 | 17:20:13 | {eS} skomentuj 1 ks co się stało że wicher spętał ciało moje srogi że obok prawej inne pojawiają się drogi co się stało z wolnośćią co pianę z ust toczy i pocałunkiem zamykała znużone nią oczy co się stało że oddech nie wtóruje duszy że serce łapie wilgoć i jak ciasto kruszy co się stało z nadzieją co jak łuk nas napina a teraz nie brzmi wcale jak po łacinie wagina 2010-10-11 | 20:07:51 | {eS} skomentuj 1 ts nabrzmiłam ciało ciężarem jesieni chwila poza nami liściem się rumieni i gdyby nie to wszystko co mi się przydarza byłabym pożółkłą kartką z kalendarza 2010-10-11 | 20:02:00 | {eS} skomentuj 0 ** nie pamiętam już wiele z tamtego spotkania pozostawiłam tylko zimnej czekolady smak swym wspomnieniem mnie zasmucasz
2010-09-05 | 20:03:05 | {eS} skomentuj 4 StwierdzaM toporem tę twardą oświetloną miesiąca blaskiem spowitą mgieł firaną otoczoną brzeźnym laskiem toporem ją paszczy pozbawim jak lwa zdobyta być musi człek chce, a Bóg da 2010-09-04 | 19:48:07 | {eS} skomentuj 0 12 Nie ma jej. Nie pojawiła się. Nie przeszła progu, ani samej siebie. Nie zrzuciała nonszalancko płaszcza, nie omiotła spojrzeniem sali. Przezroczysta jak duch, niepełna i niecałkowita włóczyła się zadymionymi alejami miasta. A deszcz nieprzerwanie pada jak padał. Leje się na moje nagie ciało i wypełnia usta. Odruchowo rozbijam rękami powstałą taflę i staram się nie utonąć. Gdy nadchodzi wieczór blask świateł rozpędzonego świata wiruje po nierównych ścianach pomieszczenia. Zdaje się, że cała zawartość brzucha jakiegoś morskiego potwora byłaby lepszym sąsiedztwem niż leżący obok pan Spark. Nigdy nie widziałem tak lodowatego mężczyzny. Widok jego niewzruszonej, pełnej pogardy dla życia twarzy wstrząsał mną jak wieść o nadchodzącym churaganie. Drobnej postury człowiek, na oko po 70-ce, z szarymi, mocnymi dłońmi o krótkich palcach. Jego łóżko stykało się z kamienną powierzchnią parapetu. Miejsce chyba szczególnie mu nie odpowiadało, bowiem każdego ranka narzekał na uderzające w okno gałęzie kasztanowca. Siostry obskakiwały go jak kelnerki w barze ze striptizem, jednak nigdy na jego pooranej bliznami czasu gębie nie zawitał uśmiech.Właściwie nie spodziewałem się egzaltowanych salw śmiechu, ale liczyłem na choćby maleńki skurcz mięśni wokół ust. Jego postać, a właściwie samo gapienie się na nikczemną i nędzną kondycję tego starca nieco poprawiało mi humor.Patrzyłem w okna. Długo i w spokoju śledziłem ruchy maleńkich listków targanych wiatrem. Nakreślałem w głowie trasy po których z wielką siłą przemieszczały się gałęzie a nawet całe korony drzew. Wyobraziłem sobie, gdzie zawędrowała Moja Droga. Jak się prowadzi, czy prostuje plecy i płytko oddycha. A jednak nie było jej. Nie mokła razem ze mną, nie siedziała na skraju łóżka, nie przyniosła podwiędłych kwiatów. Gdyby nie ból jaki wyrywał mnie z odrętwienia zdawałoby się, że śnię. Każdy ruch przychodził z trudem porównywalnym do trudu przyjścia na świat. Zdrętwiałe nogi prowadziły ciągle w tył i w głąb. Nie miałem dość sił, by zewrzeć materię korpusu i z całą mocą ruszyć nią do przodu. Mijały dni; deszczowe i pogłębiające nonsens bytowania w tym cholernym punkcie zero. Zabawne, że start na odwrocie ma metę. Jesteśmy skazani na ruch po okręgu. Zamkniętym oczywiście.Niejednokrotnie siedząc w szpitalnym korytarzu obserwowałem wyścigi facetów na wózkach. Na odcinku między salą a stołówką, w wąskim kafelkowanym tunelu, zbierało się popołudniami tyle adrenaliny, że wystarczyłoby na powrót zza światów co najmniej kilku denatów. Jeśli chodzi o mnie nigdy nie lubiłem zawodów. Żadna wygrana czy przegrana nie miała dla mnie większego znaczenia. Jedyną porażką, jaka ciągle powracała do mnie jak fala był zawód miłosny. Słowa kalibru kocham i pragnę starły się jak buty tancerki flamenco. Poranki też nie należały do najprzyjemniejszych. Dźwięk chodaków siostry i głośne: -kupa była?-temperatura jest?-skutecznie odbierały przyjemność bycia pacjentem. A co jeśli bym temperatury ciała wcale nie posiadał, a zamiast wypróżnień wydalałbym bańki mydlane? I jak to do cholery miałoby się do nałogu tytoniowego?! Pewnego dnia do Sparka przyszedł gość. Smukły, opalony młodzieniec o delikatnej twarzy i błękitnych oczach. Nie uwierzyłbym genealogii, gdyby nie zwrócił się do starca „tato”.. W tej chwili poznałem zasadność wszelkich pragnień seksualnych kobiety. Ów Patryk, bo tak chłopak miał na imię, zrodził we mnie wrażenie, że patrzę na boga. Jego skóra zgrabnie przyjmowała załamania światła, koszula podkreślała doskonałość ciała. Wiedziałem, że jego wydatne wargi są początkiem najpiękniejszych sylab i zapewne też bramą do krainy rozkoszy. Gdyby nie ucisk w moich szerokich jak żagiel ramionach zapomniałbym, że jestem mężczyzną. Teraz byłem bezwładną kukłą, a moją jedyną rozrywką stało się nurzanie we własnej podświadomości. Nigdy nie wracałem myślą do czasów dzieciństwa. I nie z powodu rodziców czy krewnych, ponurych obrazów lub koszmarów sennych. Lata kiedy byłem dzieciakiem to po prostu kondensacja radości, naiwności i niewiedzy. Chętniej wspominałem chwile wielkiego żalu, trwogi i nieustających tez na temat sensu pojedania się ze światem.W czwartek wpadła do mnie Christal. Nie pragnąłem jej, nie chciałem, a ona mimo wszystko przyszła.Wesoła buntowniczka, zawsze miała odpowiedź na krępujące mój krąg znajomych pytania. Odkąd pamiętam uchodziły jej na sucho te wszystkie podłe zagrania, które zazdrosna kobieta może zafundować drugiej kobiecie. Bywało, że upijała się do nieprzytomności i bredziła coś o meksykańskich chłopcach. Ale teraz przyszła do mnie i z całą stanowczością przyznam, że nie wiem, kiedy ostatnio tak dobrze mi się z kimś rozmawiało. 2010-09-01 | 21:13:41 | {eS} skomentuj 0 Do *** i gdy umarłych przyszło i gdy już swe ciało z rumorem padam nad głową niebo piekło jest we mnie choć sina ma szyja wstrzymuję oddech nagle zjawia się On 2010-08-05 | 15:21:14 | {eS} skomentuj 1 28
Brukowany fragment drogi, ściemnia się, cienie odstępują od postaci. MAŁGORZATA Mistrzu, czemu skrywasz twarz we dłoniach? Idź, doimaj pióra, ocknij się! MISTRZ Milczy, jego ciało drży, słychać tylko oddech.MAŁGORZATA Popatrz, rozsypały się wszystkie kartki. MISTRZ Unosi ciężko głowę, rozchyla dłonie.MAŁGORZATA Mistrzu, skąd ten rumień na twej twarzy; jakby pożar. MISTRZ Zwróć oczy na świecę Małgorzato. Dogasa. MAŁGORZATA Patrzy szerokim łukiem, gładzi włosy wilgotnymi rękami. MISTRZ Po cichu stąpaj wokoło mej głowy, gdy upadnę. Małgorzato nie lękaj się huku. Kamienie głucho przyjmą ciało. MAŁGORZATA Mistrzu Nie zostawiaj mnie na tym świecie samej. Wzywam cię, wyjdź z rozpaczy! MISTRZ Chwieje się na nogach, jego białą szatę szarpie podmuch. Płomień ustał.Huk Brukowany fragment drogi, ciemność, łkanie. 2010-06-24 | 13:07:52 | {eS} skomentuj 2 sz pobladło jerusalem mury samotnie pobladło jerusalem mury samotnie pobladło jerusalem
2010-06-23 | 15:42:56 | {eS} skomentuj 1 asd właściwie nie wiem co to pisanie nie wiem jak się pisze właściwie nie wiem kto ma pisać właściwie nie wiem po co pisać
2010-06-09 | 19:41:32 | {eS} skomentuj 17 prima z tego bólu wyszła kula oto Miły pieśni tako Miły głucho jakież Miły uniesienie i dramacik mały
2010-06-07 | 21:36:04 | {eS} skomentuj 1 |
Nie umrze nigdy Uzaleznienie Niegdys Fashionable? |